Armagnac – wychodząc z cienia

Wydaje się, że dopiero współczesne nam czasy przyniosły potrzebę praktyczności. Czyż nie jest nowoczesnym wymysłem pakowanie wina w kartonowe pudełka, plastikowe butelki czy też innego kształtu i natury sztuczne opakowania by zmniejszyć wagę, rozmiar, koszty transportu. Jakże jednak praktyczniejszym sposobem na ułatwienie transportu i przechowywania wina jest jego zwyczajna, prosta i znana od stuleci… destylacja 😛 Choć pomysł wydaje się koszmarem, wywołującym oburzenie u każdego ortodoksyjnego winopijcy to musicie przyznać, że dla sporej części win dostępnych na naszym rynku byłby to znacznie łaskawszy los 😉 Przechodząc od porannych żartów do materii poważnego kalibru – dziś o Armagniacu – pozostającym niesłusznie w cieniu arcydziele tworzonym przez alembikowych mistrzów.

Przyćmiony blaskiem swojego słynnego w całym świecie kuzyna z odległej apelacji Cognac, Armagnac zmuszony jest walczyć o pozycję, która z zarówno z przyczyn kulturowych jak i sensorycznych, niewątpliwie się mu należy. Co istotne, od koniaku dzieli go bardzo wiele. Ten pochodzący z pojedynczej destylacji winiak (brandy jeśli ktoś woli) wytwarzany jest tradycyjnego palenia win z odmian ugni blanc,  folle blanche , colombard i baco blanc. W przeciwieństwie do brylującego na salonach kuzyna, Armagnac nie jest wytwarzany przez wielkich producentów a przez małych rzemieślników, często kultywujących wielopokoleniowe tradycje rodzinne. Wyjątkowe są także nieprzesycone komercyjną poprawnością zasady tworzenia tego wyjątkowego trunku. Poza typowymi blendami normą jest Armagnac rocznikowy, może i niepozwalający leniwemu konsumentowi na cieszenie się niezmienną formą lecz oddający wyjątkowy charakter roku własnych narodzin i piętno okoliczności swojego powstania (rocznik odnosi się do roku zbioru winogron, wiek trunku liczymy zaś od momentu zabutelkowania). Często też rezygnuje się z rozcieńczania gotowego wyrobu wodą. Z uwagi na wieloletnie dojrzewanie w beczkach, poziom alkoholu samoistnie spada w okolice pożądanych 40%. Jest to metoda niewątpliwie szlachetniejsza, wymaga jednak niezwykłej cierpliwości.

Inspiracją dla przypomnienia wszystkim o istnieniu Armagnacu było wydarzenie wyjątkowe zarówno dla zmysłów jak i dla ducha. Miałem niebywałą przyjemność wziąć udział w jak się zdaje, pierwszej degustacji tego szlachetnego trunku w Krakowie. Organizatorami tego  wydarzenia była znana z aktywności na polu alkoholowej edukacji Szkoła Sommelierów, którą reprezentowała niezastąpiona Monika Bielka-Vescovi oraz importer szacownych butelek stanowiących przedmiot naszego pożądania, wyjątkowy znawca regionu oraz wspaniały mówca Piotr Kuźnia – właściciel krakowskiego sklepu DIONIZOS WINA I ALKOHOLE , mogącego poszczycić się największym znanym mi wyborem roczników win i mocnych alkoholi. Sama degustacja miała miejsce w Restauracji Biała Róża. Wymienienie tej ostatniej jest dla rzetelności autora niniejszych wspomnień niezbędne. Nie dlatego wyłącznie, że wydarzenie miało miejsce pod jej gościnnym dachem ale przede wszystkim  z szacunku dla fachowej obsługi oraz znakomitych propozycji kulinarnych przygotowanych po mistrzowsku pod kierownictwem Szefa tutejszej kuchni – Łukasza Cichego.  Połączenie lodów śliwkowych i ciemnej czekolady z Armagnac Delord 1965 na długo pozostanie w naszej, doświadczających tej degustacji,  pamięci.

W degustacji brałem udział z inicjatywy własnej 😛

paragrafwkieliszku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *