Weekend z Polskim Winem

Wszyscy już chyba o tym napisali, napiszę więc i ja, choć na tej wspaniałej imprezie przyszło mi bawić się niestety bardzo krótko :/

Znany doskonale każdemu krakowskiemu winomaniakowi Wine Bar Stoccaggio, gościł po raz kolejny winiarzy z różnych regionów naszego nawróconego na winiarstwo kraju. W weekendowej formie (piątek dla winnic śląskich, sobota zaś dla małopolskich), odbył się otwarty dla każdego chętnego, przegląd win z 10 polskich winnic (Kępa Wiślicka, Wzgórza Trzebnickie, Winnica Jakubów, Zadora, Chodorowa, Rodziny Steców, Winnica Uniwersytetu Jagiellońskiego, Hybridium, Amonit, Kresy) zwieńczony wieczornymi degustacjami z komentarzem autorów. Degustacje takie potwierdzają zainteresowanie polskim winem wśród przeciętnych konsumentów, którzy zachęcające drzwi gospodarza imprezy przekroczyli wprost z ulic,y ale i niemałe zaciekawienie integrującego się przy takich okazjach krakowskiego świata, zaprawionych w winiarskich bojach postaci.

stoccagio2

Naczynia przygotowane, można zaczynać. Fot. Szymon Rzeźniczek

stoccagio1

Butelczyny z przednimi winami także w pełnej gotowości. Fot. Szymon Rzeźniczek

Piątkowe popołudnie poświęciłem z nieukrywaną radością na szybki przegląd win z winnic śląskich. Prezentowały się trzy, bardzo atrakcyjne gospodarstwa winiarskie – Winnica Kępa Wiślicka, Winnice Wzgórz Trzebnickich oraz Winnica Jakubów

Jako pierwsze do mojego kieliszka trafiły wina ze słynnej już Kępy Wiślickiej. Szalenie sympatyczny autor win został przez autora niniejszego wpisu zamęczony wszelkimi możliwymi pytaniami. Dopust ten ściągnął na siebie sam, rozpoczynając rozmowę na temat produkowanych przez siebie win musujących (metodą tradycyjną oczywiście, tak aby rozpalić niemałe już podniecenie swojego pilnego słuchacza), których nie było mi dane spróbować owego dnia, ale z których winnica ta już słynie. Utwory Pana Jacka Chrobaka, jakie miałem okazję degustować to jednoodmianowe wina spokojne ze szczepów Sibera, Muscat Odeski, Regent oraz Hibernal. Zaskakiwał w szczególności ten ostatni, a czynił to swoją gładkością, wyraźnym odmianowym aromatem, świeżością i rześkością połączoną jednak nietypowo ze stosunkowo niską jak na ten szczep kwasowością. Sibera jako odmiana hybrydowa, sama w sobie nadto nieporywająca, pokazała kunszt winiarza – dając wino lekkie, soczyście owocowe o żywej ale prawie już ułożonej kwasowości. Drażnił chyba jedynie lekko „zielony” finisz. Jedyny (o ile pamiętam) czerwony Regent, wykazywał interesujący poziom. Wyraźnie postarzony w stosunku do większości polskich Regentów mordowanych zdecydowanie przedwcześnie. Wino z pewną strukturą, zburzoną jednak ciągle jeszcze beczkową wanilią. Byłoby dobrze gdyby mógł odpocząć przez dłuższą chwilę nim w pełni chwały wstąpi na winiarski tron.

Odwiedziny przy stoliku Wzgórz Trzebnickich przeniosły mnie gwałtownie do innego świata – bez hybrydowych odmian i winiarskich niespodzianek (prawie). Do kieliszka trafiało kolejno Chardonnay 2013, Riesling 2013, Gewürztraminer 2014 oraz Pinot Gris 2014. Szczególne wrażenie pozostawił po sobie ten ostatni, wyróżniając się nade wszystko wyjątkową, łososiową barwą oraz pięknym finiszem. Chardonnay i Riesling nosiły zaś dumnie znamiona poprawności. Nie ulega wątpliwości, że rozpoznawalność nazwy wina sprzyja jego sprzedaży (a jak przypomina mądre porzekadło – najlepsze dla winiarza wino to wino sprzedane). Jakość szlachetnych odmian nie kładzie przy dobrym klimacie cienia wątpliwości nad trafnością wyboru tak „topowych” szczepów. Instynkt poszukiwacza nakazywał jednak rozglądać się bacznie w odkrywaniu nowych smaków. Wszak lokalne, prężne hybrydy potrafią, prowadzone dobrą ręką, powalić nawet najbardziej nobliwą z vinifer.

Najmniejszy lecz absolutnie nie najgorszy wybór smaków, spotkał degustujących wina z Winnicy Jakubów. Winiarzowi serwującemu urokliwą słodycz należy złożyć tym większe wyrazy uszanowania za trafny dobór. Nie jest rzeczą prostą tworzyć wino dobre, tym większą jest sztuką móc przypisać to pozytywne określenie winom, szlachetnie słodkim. W pamięci pozostaje przede wszystkim słodki Solaris, którego grona nadkąszone zostały zębiskami szlachetnej pleśni (z nieukrywaną pogardą, zwaną w mniej atrakcyjnych warunkach – pleśnią szarą). Sam szczep, z uwagi na swą zwyczajową prostotę i niezawodność jest plagą polskich winnic, w których odmienia się go przez wszystkie, podstawowe przypadki. W sprawnej dłoni i przy ciekawej koncepcji potrafi dać jednak wina szczerze interesujące, czego ja niewierny, mogłem osobiście doświadczyć.

stoccagio3

Notatka do bloga sama się nie napisze. Fot. Szymon Rzeźniczek

stoccagio5

Winiarze gromadzili wokół siebie rosnące z każdą chwilą grono wielbicieli. Fot. Szymon Rzeźniczek

Mój piątkowy wieczór w Stoccaggio sabotowało (zarezerwowane oczywiście przed wieloma miesiącami) miejsce w operze (Wesele Figara jest dziełem wybitnym ale wiele ze swojego uroku traci wykonane w niezbyt przyjaznym otoczeniu Opery Krakowskiej o estetyce i akustyce hali fabrycznej). Sobotę spędziłem już znacznie lepiej w Podkarpackiej Akademii Wina w Jaśle. Nie miałem jednak przez to okazji aby choć przywitać się należycie z sympatycznymi winiarzami w winnic małopolskich. Jako skromny nieobecny, pałeczkę pierwszeństwa w wychwalaniu tegoż weekendu przekazuję zaprzyjaźnionym blogerom. Nie tylko mieli lepszą okazję by się nim nacieszyć ale i bardziej wylewnie dzielą się swoją emocją. W szczególności polecam:

winowkrakowie.wordpress.pl

dolinamozeli.blog.pl – cz. 1 (piątek)

dolinamozeli.blog.pl – cz. 2 (sobota)

Jeśli kogoś niechcący pominąłem proszę o link w komentarzu, brak czasu nie zaś zły zamiar kierował mną wyłącznie 🙂

stoccagio6

Wieczorna degustacja komentowana i jej zaciekawieni uczestnicy. Fot. Szymon Rzeźniczek

stoccagio4

Bawili się chyba przednio. Ech… gdyby tylko ten Figaro śpiewał nieco lepiej! Fot. Szymon Rzeźniczek

Największe rozczarowanie tego weekendu (które dotknęło mnie bardzo osobiście) to odwołany w ostatniej chwili przez samych winiarzy i bez najmniejszej winy organizatorów (robili co mogli do ostatniej chwili), dzień trzeci wydarzenia – dedykowany jednemu z największych regionów winiarskich w kraju, czyli słonecznemu Podkarpaciu. Pocieszam się jedynie myślą, że przednie wino z niezwykle licznych, podkarpackich winnic zwyczajnie sprzedało się wprost z beczki w niemowlęcym wieku i nie doczekało naszej weekendowej imprezy. Za rok polecam jednak przemyśleć głęboko etymologię słowa reserva 🙂

Organizatorom za tak udaną i perfekcyjnie zorganizowaną imprezę po dwakroć dziękuję. Było mi niezwykle przyjemnie uczestniczyć osobiście w tym ciekawym wydarzeniu ale wdzięczność odczuwa też moja dusza polskiego winiarza, którą raduje tak poważna forma promocji rodzimego winiarstwa.

Dziękuję też autorowi bloga DOLINA MOZELI za towarzystwo podczas piątkowej degustacji oraz udostępnienie zdjęć, które zdobią nasz dzisiejszy wpis (dzięki temu mogłem spokojnie spożywać miast robić nerwowo zamazane zdjęcia).

paragrafwkieliszku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *