Pradawne fałszerstwa

Jak wskazuje wiele źródeł, wino fałszowano od samego początku historii tego trunku. Już w starożytnym świecie, na sposób bardzo podobny do dzisiejszej rozpoznawalności apelacji, rozróżniano wina z poszczególnych regionów ówczesnego świata i tym pochodzeniem kierowano się przy podejmowaniu konsumpcyjnej decyzji. Wielu antycznych winiarzy nie produkując dostatecznie dobrego trunku, starało się ulepszyć je w sposób często niegodny, by upodobnić to wymarzonych wzorców. Często też, by tak udoskonalone wino zbyć, sprzedawane je mniej wytrawnym konsumentom jako wino o uznanej powszechnie sławie. Tak też poślednie, stołowe zaledwie wina od najdawniejszych czasów do dnia dzisiejszego, po zastosowaniu różnego rodzaju tajemnych praktyk stają się (przynajmniej w oczach oszukanych) wyśmienitymi tokajami czy legendarnymi wytworami francuskich château.  Z biegiem lat problem fałszerstw nie tylko nie ustępował w związku z rosnącą świadomością konsumentów, ale wręcz nasilał się proporcjonalnie do sławy najznamienitszych winnych regionów i posiadłości. W pewnym stopniu lekarstwem na przedmiotową patologię stało się wprowadzenie systemu apelacyjnego i ścisłej kontroli jakości produkowanego i dopuszczonego do handlu wina.

Oczywistym jest, że podrabianie wina tak jak każda inna praktyka chodzenia na skróty w handlu, wywołuje negatywne skutki zarówno po stronie producentów, których zyski z produkcji wina o budowanej przez dziesięciolecia, uznanej jakości są zmniejszane, jak i przede wszystkim konsumentów, którzy niekiedy znacznym finansowym wysiłkiem kupują butelki zwykłego, stołowego wina. Pomijając to bezwzględne oszustwo i finansowe straty należy zauważyć, że konsekwencje przedmiotowego procederu idą znacznie dalej. Ciężko sobie nawet wyobrazić straty jakie ponosi właściciel często historycznej winiarni, na utracie dobrego imienia. Jakie prawdopodobieństwo, że kierujący się wielką sławą wina konsument, rozczarowany zawartością drogiej butelki sięgnie po nią jeszcze kiedyś? Wielka natomiast jest szansa, że miast stać się kolejnym wyznawcą marki będzie jej zaciętym, choć nieświadomie nierzetelnym wrogiem.

Także dla pijących podrobione wino poza podniesionymi już przykrościami, spożycie takie może okazać się niebezpieczne. Wielu nieuczciwych producentów stosowało i co tym bardziej przykre stosuje nadal, praktyki takie jak ponadprzeciętne słodzenie wina cukrem z buraków cukrowych (lub co gorsza glikolem – czyli płynem do chłodnic samochodowych!), dodawanie sztucznych barwników i tanin czy też soku z różnych owoców do moszczu winnego by słabej jakości neutralne wino nabrało zdecydowanie owocowego charakteru.

Pocieszające jest to, że system ochrony produkcji wina (choć dla wielu nazbyt sztywny) jest dziś coraz szczelniejszy a ściganie podobnych przestępstw coraz bardziej efektywne. Kupując winno codzienne lub nawet sięgając po wyśmienitą (lecz nie przesadnie pretensjonalną) butelkę o światowej sławie, nabywamy ją najczęściej od znanego sklepu lub dużej sieci handlowej. Te zaś podmioty korzystają najczęściej z własnego importu lub posilają się pomocą sprawdzonych pośredników. Nikłe więc szanse, że padniemy w ten sposób ofiarą okrutnego oszustwa. Ryzyko rośnie jednak tam gdzie rosną też potencjalne zyski winiarskich hochsztaplerów. Przy etykietach najbardziej znanych, najbardziej prestiżowych, najbardziej też drogich. Także w ocenie nominalnej wartości, straty kolekcjonerów takich jak gościnnie występujący bohater jednego z naszych naszego wpisów będą nieproporcjonalnie wysokie. Jeśli zechcecie zatem nie tylko pić wino ale skrupulatnie kolekcjonować najszlachetniejsze butelki, miejcie się na baczności i zainwestujcie w bezkresną ale przyjemną przecież wiedzę by zapewnić sobie najlepszą polisę jaką daje wynikająca z tej wiedzy świadomość. Posługując się parafrazą najsłynniejszej chyba rzymskiej sentencji prawniczej – nieznajomość wina szkodzi 🙂

paragrafwkieliszku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *