Huńska mowa ministra zdrowia

W ostatnim wpisie o efektach prac nad zmianą sytuacji dostaw napojów alkoholowych zakupionych, napisałem Wam o aroganckim piśmie od Ministerstwa Zdrowia. Jest to odpowiedź tego kluczowego dziś ministerstwa na pytania nigdy mu nie zadane. Tam bowiem nasze pismo przekierowała asekuracyjnie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, do którego kierowaliśmy znane Wam postulaty branży.


Poniższą replikę przygotowałem na gorąco i przyznaję, że ma nieco emocjonalny wydźwięk. Wierząc, że racjonalna argumentacja ma w tych wyjątkowo trudnych czasach rację bytu, wstrzymywałem się jednak z jej publikacją. Dziś nie mam już sentymentu 🙂 Producenci, importerzy, dystrybutorzy, restauratorzy, właściciele sklepów specjalistycznych, którzy popadliście w kłopoty spowodowane epidemią, inflacją i zakazem działalności – tak na Wasze problemy odpowiada Wasz rząd:

W odpowiedzi na wspólny apel małych producentów branży alkoholowej z 9 kwietnia 2020 r., pierwotnie skierowany do Prezesa Rady Ministrów, o wsparcie dla firm branży producentów alkoholi rzemieślniczych poprzez zmiany legislacyjne umożliwiające sprzedaż zdalną napojów alkoholowych, uprzejmie informuję, że opinia Ministra Zdrowia w odniesieniu do postulatu dotyczącego sprzedaży napojów alkoholowych przez Internet czy też w inny sposób umożliwiający jego zdalny zakup, pozostaje zdecydowanie negatywna. 

Przede wszystkim pojawia się tu określenie „sprzedaży przez Internet”, które jest niewątpliwie potoczną próbą zwerbalizowania problemu. Określenie to jednak nie oddaje istoty problemu a wręcz może wprowadzić nas w poważny błąd. W swojej potoczności właściwe jest dla języka ulicy czy nagłówków tabloidów – nie powinno w żadnym jednak wypadku pojawiać się argumentacji ministerstwa – urąga bowiem jego powadze. Internet nie jest fizycznym miejscem, nie istnieje zatem żadna możliwość sprzedaży z jego wykorzystaniem fizycznych produktów, do których napoje alkoholowe należą. Wszelkie formy wykorzystania Internetu przez przedsiębiorców dotyczą jedynie stworzenia platformy komunikacji z klientem, zawierania umowy czy regulowania płatności online – co może przerażać ustawodawcę z 1982 roku ale dla współczesnego legislatora powinno być już oczywiste.


Stanowisko, zgodnie z którym ograniczanie dostępności fizycznej napojów alkoholowych stanowi jedno z trzech najskuteczniejszych narzędzi mających na celu profilaktykę i rozwiązywanie problemów związanych z używaniem alkoholu pozostaje aktualne. Obecnie dostępność fizyczna napojów alkoholowych wciąż znajduje się na wysokim poziomie. Choć na  przestrzeni ostatnich 10 lat zauważalny jest niewielki, ale stały spadek dostępności zarówno w przypadku wszystkich punktów, jak i w kategorii punktów sprzedających napoje zawierające powyżej 18% alkoholu, to wskaźniki te wciąż należy uznawać za zbyt wysokie.

Przyznawanie przez ministerstwo, że poziom zjawisk z którymi walczy od lat wciąż jest na wysokim poziomie, jest dla mnie argumentem wyjątkowo swoistym w tym kontekście. Zwłaszcza, że zaczynamy od uroczystej proklamacji – „ograniczanie dostępności fizycznej napojów alkoholowych stanowi jedno z trzech najskuteczniejszych narzędzi mających na celu profilaktykę i rozwiązywanie problemów związanych z używaniem alkoholu” , po to jedynie by znanie dalej stwierdzić, że „Obecnie dostępność fizyczna napojów alkoholowych wciąż znajduje się na wysokim poziomie„. Może się mylę ale wygląda to na przyznanie, że prowadzone w tym zakresie „najskuteczniejsze” działania, które sprowadzają się do nieustannego ograniczania i zakazywania… są kompletnie bezskuteczne! Może warto otworzyć oczy na narzucającą się wszystkim refleksję – przyjęta przez ministerstwo a wykonywana przez PARPA „doktryna grubej pałki” jest prawdopodobnie błędna, skoro nie przynosi żadnych rezultatów. Prezentowana od dekad wierność doktrynie wbrew wszystkim i wszystkiemu (wliczając w to zdrowy rozsądek), przede wszystkim wbrew zmieniającej się sytuacji gospodarczej, technologicznej i społecznej, jest równie warta podziwu jak i politowania. Myślę, że warto zastanowić się nad tą postawą raz jeszcze i przemyśleć nowe metody rozwiązywania ważnego problemu społecznego jakim jest alkoholizm. Jeśli coś nie działa mimo upływających dekad to może to jednak nie jest najlepsze rozwiązanie?


W przypadku rozpatrywania kwestii sprzedaży napojów alkoholowych za pośrednictwem Internetu, równie istotnym faktem jest możliwość wystąpienia nadużyć związanych ze sprzedażą tych wyrobów osobom, którym sprzedaż napojów alkoholowych jest zabroniona na podstawie art. 15 ust. 1 pkt 1-2 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz. U. z 2019 r. poz. 2277), zwanej dalej „ustawą”, tj. osobom, których zachowanie wskazuje, że znajdują się w stanie nietrzeźwości oraz osobom do lat 18. Obecnie wydaje się, że prowadzenie sprzedaży napojów alkoholowych przez Internet nie stwarza należytych gwarancji 2 prowadzenia działalności w rzetelny sposób w rozumieniu przepisów ustawy oraz spełniania nadrzędnych celów tej regulacji.

Należytych gwarancji nie zapewniają przede wszystkim złe przepisy a do takich należy zaliczyć kłopotliwą tu ustawę. O ile spotykanym zjawiskiem jest legitymowanie klienta z uwagi na zbyt młode oblicze o tyle kompletną fikcją jest weryfikacja stanu trzeźwości. Nie ma natomiast żadnych podstaw by któryś z tych zakazów traktować jako ważniejszy. Trzeźwość nie jest weryfikowana jednak z uwagi na kuriozalne brzmienie przepisu. Podstawą do doktrynalnego sporu może być bowiem choćby to, przy którym piwie barman powinien odmówić nam sprzedaży kolejnego? 🙂 Warto tu nadmienić, iż obawy ministerstwa w tym zakresie, nie są szczególnie często podzielane przez sądy administracyjne w znanym na orzecznictwie. Zasadniczo jest to wyimaginowany problem forsowany przez MZ i PARPA, który nie znajduje oparcia w praktyce stosowania prawa przez poważne organy. Nie ma też podstaw aby zakładać nierzetelność przedsiębiorcy i traktować przedmiotowe postulaty jako próbę przemycenia alkoholu osobom małoletnim. Państwo nie powinno  traktować przedsiębiorcy jak przestępcy i wykazać zaufanie, że zdołamy zachować należytą rzetelność w naszym działaniu tak jak dzieje się to w tradycyjnym handlu. Z pewnością znajdą się mechanizmy, które ograniczą dostęp do napojów alkoholowych równie dobrze jak sfatygowana karteczka powieszona nad ladą 😉


Kolejną kwestią, która nie może zostać niezauważona, jest prezentowanie oferty sprzedaży przez podmioty, które prowadziłyby sprzedaż w Internecie. Wskazać należy na przepisy ustawy dotyczące reklamy napojów alkoholowych oraz m.in. fakt, że podmiot nie ma możliwości ograniczenia dostępu do prezentowanych treści osobom, do których nie są one adresowane. W przypadku prezentowania oferty przedstawiającej asortyment
podmiotu w ten sposób, odbiorcą treści może stać się każdy użytkownik Internetu, co mogłoby wiązać się z możliwością zastosowania reklamy niedozwolonej.

Ciężko stawiać diagnozę dla motywów tego argumentu – mogą być nimi bowiem zarówno ignorancja jak i czysta manipulacja. Nie jest bowiem prawdą, że przedstawienie oferty „w Internecie” będzie zawsze łamało ustawowy zakaz reklamy. Reklama i promocja napojów alkoholowych z wyjątkiem piwa jest faktycznie zakazana. Jeśli jednak sięgnąć do definicji samej reklamy w ustawie o wychowaniu w trzeźwości, znajdujemy w niej oczywistą przesłankę – reklama dla swojej bezprawności musi mieć charakter publiczny, czyli być skierowana do abstrakcyjnego adresata, który nie chciał jej otrzymać a została mu narzucona. Byłem przekonany, że u progu trzeciej dekady XXI wieku nie trzeba tego nikomu tłumaczyć… ale Internet działa trochę inaczej 🙂 Wejście na stronę internetową wymaga co do zasady aktu woli (tak wyskakujące okienka nie wymagają, też uważam, że powinno karać się za nie co najmniej chłostą) – wpisania adresu lub posłużenia się stosownym linkiem. Nadto, przy odrobinie dobrej woli, Internet pozwala nam na identyfikację osób które przeglądają treść naszych stron, określenia ich pochodzenia czy nawet adresu IP.  Możliwość identyfikacji osób, które zapoznały się z treścią strony jest zatem nieskończenie większa od sposobów identyfikacji osób, które zgodnie z ustawą mogą oglądać te same etykiety w fizycznych sklepach czy wydzielonych stoiskach – a które w tym kontekście, nie realizują zdaniem ustawodawcy warunku powszechnego dostępu. Dostęp do treści na stronie internetowej będzie więc trudniejszy (choć podobnie jak w swojej fizycznej formie będzie wymagał aktu woli) niż w typowym sklepie w którym jest dopuszczalny. Ustawa nie wprowadza takiego wyjątku wprost choćby z tego powodu, że… powstała przeszło dekadę wcześniej przed Internetem w Polsce! Wezwanie regulatora do przebudzenia się z mrocznego snu PRL i koniecznej już od lat aktualizacja przestarzałych przepisów jest właśnie przedmiotem postulatu producentów.


Niezwykle istotną kwestią jest ochrona zdrowia psychicznego w tym trudnym okresie, jakim jest stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii. Przebywanie w kwarantannie lub odosobnienie i izolacja społeczna mogą stanowić szczególne wyzwanie dla kondycji psychicznej. Podkreślenia wymaga, że jednym z oficjalnych, aktualnych zaleceń w zakresie ochrony zdrowia psychicznego podczas epidemii jest unikanie radzenia sobie ze stresem za pomocą alkoholu i innych używek.

Nie jestem oczywiście specjalistą od ochrony zdrowia psychicznego ale jest dla mnie oczywiste jak wielkie spustoszenie w psychice może spowodować utrata środków do życia. Mówimy o kilku tysiącach podmiotów, które straciły możliwości zarobkowania – ich właścicielach, pracownikach, rodzinach których powyżsi mieli na utrzymaniu – grupie kilkudziesięciu tysięcy ludzi, których życie zostało wywrócone do góry nogami decyzją rządu! Obywateli, którzy nie proszą o jałmużnę i odroczenie mało istotnych składek, aktem wielkopańskiej łaski ale o prawo do radzenia sobie w tej trudnej sytuacji, prawo do dalszej pracy, zarabiania pieniędzy, utrzymywania rodzin i pracowników, dostarczania dochodów skarbowi państwa. Nic więcej. Rząd nie martwi się o zdrowie psychicznego społeczeństwa, gdy gnębi wciąż chaotycznymi, pisanymi na kolanie i zmienianymi co kilka dni, ograniczeniami.. Może zamiast mówić co nie jest rozwiązaniem problemu dostarczać alternatywne rozwiązania albo zwyczajnie nie przysparzać nowych problemów tam gdzie dotąd ich nie było?


Nie mniej istotne pozostają inne negatywne zjawiska, które mogą ulegać nasileniu w związku z nadużywaniem alkoholu, tj. m.in. incydenty związane z przemocą domową występujące na tle upojenia alkoholowego czy niebezpieczeństwo związane z nadmiernym spożyciem alkoholu, również wywołane zmianą trybu świadczenia pracy bądź jej utratą, mogące prowadzić do poważnego pogorszeniu się sytuacji zdrowotnej.

To już kompletna bzdura. Nie mam oczywiście na myśli ryzyka związanego z nadużywaniem alkoholu, to dla każdego jest oczywiste. Zupełnie nietrafiony jest jednak argument wiążący dostawę z tymi patologiami społecznymi. Alkohol jest dziś dostępny w niemal każdym sklepie. Jeśli ktoś ma problem z nadużywaniem alkoholu to jest niezwykle mało prawdopodobne, że będzie oddawał się swojej chorobie w tak uciążliwej formie, która wymaga złożenia zamówienia w specjalistycznym sklepie, oczekiwania dostawę (o jej kosztach nie wspominając), kiedy tani alkohol dostępny jest pod ręką. Wyprzedzając treść pisma – tak było zawsze, w czasie epidemii, przed nią i po niej. Tani alkohol jest dostępny w odległości spaceru i nikt kto napić „się musi”, nie oprze swojego alkoholizmu na zamówieniach online, z czasem oczekiwania na dostawę i jej kosztami. Zwłaszcza, że przedmiotem takiej dostawy będą w znakomitej większości przypadków nie alkohole tanie, dostępne wszędzie a trunki rzemieślnicze, z natury rzeczy wielokrotnie droższe.


Ponadto warto zwrócić uwagę, że zdalne nabywanie napojów alkoholowych sprzyjałoby zachowaniu anonimowości konsumenta (w odróżnieniu do zakupów dokonywanych osobiście w punkcie sprzedaży), co może być dodatkowym impulsem zachęcającym do dokonania zakupu.

Myślę, że 40 lat zamknięcia w ministerialnych piwnicach nie służy nikomu i warto już otworzyć okna na rzeczywistość. Czy można być bardziej anonimowym niż podczas zakupów w supermarkecie (chyba, że ministerstwo sprytnie uwzględniło już wymóg zakładania maseczek)? Alternatywnie czy można być mniej anonimowym niż składając zamówienie przez Internet, gdzie zostawiamy swoje imię, nazwisko, adres, numer konta, masę oświadczeń i ślad elektroniczny?


Ponadto, do Ministerstwa Zdrowia wpływają także wnioski i postulaty dotyczące czasowego zakazu sprzedaży napojów alkoholowych w związku z aktualną sytuacją epidemiologiczną, m.in. z uwagi na negatywny wpływ alkoholu na funkcjonowanie organizmu i jego właściwości wpływające na obniżenie odporności.

Czyli kończymy na groźbach i zastraszaniu, że może być gorzej? Naprawdę? Może warto zaprosić nas na konsultacje do Sejmu i tam potraktować policyjnymi pałkami i gazem, tak jak lubicie? Cały wydźwięk tej odpowiedzi balansował na granicy arogancji ale to wymyka się przyjętej w zasadach grzeczności, skali! Chcecie prohibicji? Doświadczenia innych krajów, które próbowały już „suchego prawa” niczego Wam nie podpowiadają? Może i dobrze. Popieram. Posługując się starym żartem –  car wprowadził prohibicję w czasach wielkiej wojny i imperium carów nie doczekało jej końca. Prohibicję wprowadzono też za czasów Gorbaczowa w Związku Radzieckim – chwilę później nie było już Związku Radzieckiego. Żaden to argument ale pozytywna nadzieja na rychły upadek waszej kakistokracji. Nie mam żadnej wątpliwości, że ten rząd nie służy ani temu krajowi ani jego obywatelom. Dobra zmiana dopiero przed nami. Oby prędko!

paragrafwkieliszku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *