Księżycówka i polskie mity

Tytułowa księżycówka (ang. moonshine) choć pod tą nazwą występuje ponoć także gatunek ryby, to nic innego jak domorosły destylat pędzony w blasku księżyca, zwany także bimbrem, krzakówką, prymuchą, sołtysówką, itp. Niestety nie romantyzm charakterystyczny dla wielu czynności odbywających się pod gołym niebem, w blasku słońca odbijającym się od starego towarzysza naszej zielonej planety a nielegalność wytwarzania samogonu implikowała jego nocną produkcję.

Produkcja nielegalnej whiskey. Fot. www.virginianwhiskeys.com

Każdy z nas często ma możliwość o takiej księżycówce słyszeć a niekiedy pewnie i taką degustować. Znamy całe fora internetowe wypełnione przepisami rożnych alkoholi mocnych, po sąsiedzku mamy sklepy dla domowych gorzelników, pełne składników i przeróżnego kalibru aparatury. Słyszymy jak lokalni włodarze Sądecczyzny częstują swoich zagranicznych gości, lokalnymi choć nie zawsze akcyzowymi wyrobami. A sami mieszkańcy legendarnego już Łącka informują, że ich śliwowica jest wyrobem nielegalnym i nie ma możliwości jego nabycia… bez wizyty w Łącku 🙂

Z drugiej strony słyszymy o ślepocie spowodowanej trucizną wytwarzaną przez bandytów niegodnych romantyzmu księżycowej nocy i o kryminalnej karierze amatorów domowej produkcji tego typu wyrobów. Jak więc jest z tą legalnością pędzenia samogonu w naszym kraju? Obalmy kilka mitów.

 

Czy można legalnie destylować alkohol na własne potrzeby?

Niezwykle często powtarzany mit, którego pochodzenia należy dochodzić w zwykłym zdrowym rozsądku (którego niestety wydaje się być jednak pozbawiony nasz ponoć racjonalny ustawodawca). Niestety mimo licznych inicjatyw i społecznych dowodów nieszkodliwości tego typu praktyk w Europie zachodniej, historia ta pozostaje nadal jedynie mitem. Niezależnie od tego czy planujemy wyprodukować 100 ml alkoholu etylowego czy też planujemy większą produkcję na poziomie jednego hektolitra (pewnie i to da się wypić), zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami będzie to nielegalne.

Skąd jednak pochodzi mit. Nie bez winy, moim zdaniem, pozostaje naturalna analogia do rozsądnego akurat stanu prawnego pozwalającego produkować na tzw. „własne potrzeby” alkohol słaby, tzn. piwa oraz wina, cydry i tym podobne trunki będące wyrobami winiarskimi. Kwestia domowej produkcji wina została określona bowiem w sposób jasny w Ustawie z dnia 12 maja 2011 r. o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina (Dz.U. 2011 nr 120 poz. 690) w art. 1 ust. 2 stwierdzając, iż przepisów ustawy nie stosuje się do wyrobów winiarskich wyrobionych domowym sposobem na użytek własny i nieprzeznaczonych do wprowadzenia do obrotu. Do wyrobów tego typu należy zaliczyć przede wszystkim wino gronowe, wino owocowe, cydr, perry oraz miód pitny. Bez skrępowania na tenże własny użytek możemy produkować także i domowe nalewki, oczywiście o ile zasadniczy, spirytusowy składnik jest wyrobem pochodzącym z całkowicie legalnego źródła.

Inna sprawa dotyczy już produkcji samego alkoholu etylowego.

Konstytuująca problem Ustawa z dnia 2 marca 2001 r. o wyrobie spirytusu, wyrobie i rozlewie wyrobów spirytusowych oraz wytwarzaniu wyrobów tytoniowych (Dz.U. 2001 nr 31 poz. 353), w sposób wyraźny zakazała jakiejkolwiek produkcji destylatów, stwierdzając, że karze podlega każdy kto bez wymaganego wpisu do właściwego rejestru (rejestr podmiotów wykonujących działalność w zakresie wyrobu i przetwarzania alkoholu etylowego) wyrabia, skaża, oczyszcza lub odwadnia alkohol etylowy (art. 12a ust.1). Brak tu stosownego zapisu jak w przypadkach omówionych wyżej, który sankcjonowałby domową produkcję alkoholu etylowego do użytku własnego. Potwierdził tę wykładnię sam Sąd Najwyższy stwierdzając w 2004 roku, expressis verbis, iż znamiona przestępstwa określone w art. 12a ust.1 wspomnianej już wyżej ustawy realizuje produkcja domowa na użytek własny. Analogiczny zakaz wprowadził przepis określony w art. 44 Ustawy z dnia 18 października 2006 roku o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych (Dz.U. 2006 nr 208 poz. 1539), który nakazuje nałożyć karę na każdego to bez wymaganego wpisu do rejestru wyrabia lub rozlewa napoje spirytusowe.

W praktyce więc produkcja alkoholu mocnego poprzez destylację będzie zawsze godzić w porządek prawny i narażać nas na potencjalne konsekwencje karne. Te zaś, choć w praktycznym stosowaniu dotknięte już niemalże odwyknieniem, to ciągle grożą nam potencjalnie grzywną, ograniczeniem a nawet pozbawieniem wolności do 1 roku (a w przypadku produkcji znacznej ilości nawet do 2 lat). Czekając na prawodawcę, który zezwoli by arcydzieła tej tradycyjnej sztuki mogły być produkowane i promowane jak u naszych zachodnich przyjaciół (domowa grappa dostępna w każdej niemalże włoskiej winnicy czy też chorwacka rakija sprzedawana wprost z okna), pozostaje nam zachwyt nad ulotną chwilą obcowania w systemie ostatnich, totalitarnych regulacji i niezapomniany zapewne, urok księżycowej nocy.

paragrafwkieliszku

5 Comments

    • Wątek będzie kontynuowany już niebawem a do tego podparty analizą konkretnego przypadku 🙂

  1. Takie idiotyczne przepisy istnieją tylko w Polsce. Bywałem na zachodzie, wschodzie, południu Europy i Bałkanach i wszędzie miałem skosztowania własnych tamtejszych wyrobów alkocholowych. Czasem było tego dużo ale nigdzie, oprócz byłego ZSRR nie widziałem pijanych, ani leżących w krzakach po spożyciu własnego wyrobu.
    A co w Polsce ? Wiadomo wszem i wobec, że tradycja w narodzie nie ginie. W jaki zakątek Polski nie zajedziesz, tam w domowym przyjęciu typu wesele, chrzciny, stypa lub zwykła popijawa zawsze pojawia się wyrób własny. Nigdzie nie słyszałem i wiem z własnej praktyki, że nigdy nie miałem kaca i nigdy nie bolała mnie głowa, ale za to, rano był ogromny apetyt i wtedy pojawiały się inne własne wyroby, tym razem kulinarne.
    W pewnym miejscu na butelce z własnym znakomitym wyrobem, przez znakomitego fachowca od spraw spirytusowych z Urzędu Celnego ocenionym za znakomity, znalazłem taki oto wierszyk, zamieszczony w wydaniu ” Wódka lub Gorzałka ” przez Jurka Potańskiego w roku 1614. Brzmienie oryginalne i do zastosowania na wyrobach współczesnych. Oto ów wierszyk.
    ” Chocia w Polsce gorzałka
    od dawnych lat znacie
    A wzdy do niey takich cót,
    które ma – nie znacie.
    Przeczytajcież tę książkę
    Gorzałkopijowie
    Obaczycie, jaką moc ma
    – ratować zdrowie ”
    ( brzmienie i pisownia oryginalne ). Czyż to nie jest piękne i prawdziwe ??. Z tego też powodu tradycja produkcji własnych trunków w Polsce nigdy nie zaginie, pomimo zakazów i kryminałów. Może ktoś gdzieś odnajdzie wspomnianą książkę i udostępni wszystkim polskim GORZAŁKOPIJOWCOM .

  2. W Niemczech destylacja przez prywatne osoby jest zabroniona. Wolno jedynie uzywac destylarki o pojemnosci zbiornika ponizej 0,5 l, na zasadzie atrakcji wieczoru, destylacja pol butelki wina nad palnikiem spirytusowym przy biesiadnym stole. W gospodarstwach rolnych (to takze winnice) z oplaty celnej zwolniona jest ilosc 15 l alkoholu rocznie, po uprzednim zameldowaniu takiej dzialalnosci w Urzedzie Celnym. Przy rocznej ilosci 15-100 l obowiazuje clo 5,40 € za litr. dla ilosci rocznej 100-200 l destylatu oplata celna wynosi 9 € za litr. I na tym koniec. 200 l to gorna mozliwa granica dla gospodarstwa rolnego. Oczywiscie sprzedaz tego trunku jest zakazana.

    W Austrii destylowac moga wylacznie gospodarze rolni posiadajacy wlasne owoce. Urzad celny kontroluje dokumenty wlasnosci, badz dzierzawy sadu oraz sprawdza drzewostan. Limit roczny bez cla, to 100 l + 3 l na kazde pelnoletnie dziecko. Sprzedaz jest zakazana.
    Prywatne osoby we Wloszech I Austri moga posiadac destylarki do 2 l pojemnosci I tylez to zacieru/wina wolno im rocznie przedestylowac.

    We Francji kazdemu wolno przedestylowac do 20 l gotowego destylatu rocznie.
    W Hiszpanii wolno posiadac dowolna aparature destylacyjna, ale destylowac osobom prywatnym w ogole nie wolno.

    W Szwajcarii dopuszczalne sa destylarki do 3 l pojemnosci dla osob prywatnych.
    Bulgaria: 30 l rocznie bez cla, powyzej 2,50 € cla (Wylacznie gospodarstwa rolne). Na poludniu Bulgarii istnieja jeszcze, juz nielegalne, destylarnie komunalne. Miejscowi chlopi nadal chcieliby tam pedzic n.p. rakije nie tylko na wlasny uzytek, ale zez na bezclowa sprzedaz. Niestety, po wejsciu Bulgarii do EU nie jest to juz mozliwe (2,50 € cla/litr dla Unii). Dotyczy to wszystkich „nowych” krajow EU.

    A wiec skonczmy z mitami o wolnosci gorzelniczej w innych europejskich krajach. Ksiezycowki beda jeszcze dlugo krazyly po Balkanach, poloninach, poludniowej Europie i innych mniej kontrolowanych przez policje, czy Urzad Celny regionach Europy.
    Ale to z czasem minie, a wiec pora zgromadzic sobie zapasy, poki sie jeszcze da 🙂

    • Dziękuję za komentarz. Mimo wszystko można pozazdrościć wymienionym krajom ucywilizowania kwestii tego wyjątkowego hobby 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *